Romania! 4948 km przygody.... - Dzien czwarty

14. 09. 21
posted by: Sebastian
Odsłony: 20850

 

 

20.09.2014 Dzień czwarty

 

   Po wyjątkowo zimnej nocy, wstajemy trochę później niż zwykle ( w moim wypadku późno to ok 7-8), a Rumunia raczy nas pięknym widokiem na góry i jezioro.  Chwilę później zjawia się nasz dobrodziej i oferuje kawę, Karolina i Arek dziękują, ale ja chętnie skorzystam. Gospodarz przynosi kawę w dość duzym garnku i malutką filiżankę.  Nieświadomy mocy owej czarnulki wypijam 3 filiżanki. Do południa mam ładnego speeda...

Pomijając lekki haj jest pięknie, małe śniadanko i idziemy popływać w jeziorze. Po drodze widać jeszcze szkody, które wyrządziły powodzie kilka miesięcy wcześniej, ale woda jest bez zarzutu. Gdyby nie gruz na brzegu i ulepiony a'la pensjonat widoki jak w skandynawii, tylko woda cieplejsza.

   Po tej chwili relaksu czas pakować majdan, podziękować naszemu gospodarzowi i ruszać w dalszą drogę. Niestety zmierzamy w przeciwnych kierunkach i dalej znów będe jechał sam.

  

   A dziś do pokonania bliżej nieokreślony dystans i cel, ot chce dojechać gdzieś bliżej wybrzeża. Z drogi nr 15 w miejscowości Gheorgeni skręcam na drogę 12C i dalej jadę w kierunku Brasov'a. Krajobraz po drodze raz ciekawszy raz mniej, trochę gór, trochę płaskiego, w sumie jedzie się  fajnie. Przypadkiem w miejscowości Prejmer (Tartlau) trafiam na bardzo ładny kościół warowny z XIII w. Miejsce bardzo urokliwe, ciche i praktycznie puste, ale to raczej zasługa tego, że odwiedziłem je juz pod koniec sezonu i dość późno bo ok 17.

   Bardzo miła kasjerka pozwoliła mi wjechać motocyklem na dziedziniec, a po zwiedzaniu pomogła zamówić pizze ( rumuńskiego nie znam a nie ma tam żadnej restauracji poza pizzeria na telefon, a że robiło się późno była to ostatnia okazja na coś treściwego). Przy okazji sporo pogawedziliśmy ( kolejne zdziwko, kasjerka z malutkiej rumuńskiej miescowości zna świetnie niemiecki, angielski,hiszpański i francuski- przypomnijcie sobie jak to często wygląda w naszych informacjach turystycznych...) . Na koniec z nadzieją pytam jeszcze o pole namiotowe po drodze- niestety musiałbym się wrócić do  Brasov, a na to nie mam ochoty.

   Cisne dalej drogą nr 10 w kierunku Buzau. Niestety żadnego ciekawego miejsca na nocleg. W okolicy  miejscowości Nehoiu widzę reklamę Cabana Hadar- znaczy jakieś schronisko. Męcze szpeja jakieś 1,5Km offroadem by na miejscu zobaczyć odwalony ośrodeczek z billardem, drogimi autami i usłyszeć, że o namiocie moge zapomnieć. Nic, wracam, po kilkuset metrach zagaduję kierowcę ciężarówki pracującego przy wyrębie lasu, który jak się okazuje angielski zna bardzo dobrze i po chwili mogę rozbijać namiot kilka metrów dalej, w ogrodzie jego znajomych . Sukces! Wokoło góry, lasy, do tego bezpieczna  miejscówa i ŁAZIENKA, pełen wypas.

   Jak się okazuje mimo, że slońce już zaszło, dzień jeszcze się nie skończył. Po pracy nowy znajomy wpada wraz z mołdawskim kolegą i bimberkiem, dołącza się jeszcze przemiły gospodzarz i tak schodzi nam jeszcze kilka godzin...

 

  


Powered by JS Network Solutions