Litwa, Łotwa, Estonia - Szlakiem pustych plaż - Dzień trzeci

20. 01. 07
posted by: Sebastian
Odsłony: 4170

Spis treści

Dzień trzeci

O rześkim poranku pakowanie namiotów idzie w miarę sprawnie, to też jak na nasze standardy udaje się w miarę wcześnie ruszyć, jakoś po 10. Kolejny dzień i kolejna granica, którą chcemy przekroczyć. Plan dnia jest tak samo prosty jak wczoraj : wyruszyć, po drodze zjeść obiad, kupić coś na kolację i śniadanie, cieszyć się drogą i znaleźć nocleg. Tani. Albo darmowy. Zwłaszcza darmowy.

Chcemy jak zwykle trzymać się jak najbliżej morza by móc podziwiać widoki, niestety drogi zaznaczone jako sąsiadujące z morzem, wręcz stykające się z wodą, przez większość czasu wstydliwie zasłaniają się ścianą lasu lub asekuracyjnym kawałkiem lądu. Gdyby nie wiedzieć, że po lewej jest Bałtyk, można by go prawie nie zauważyć. Chcemy omijać autostrady i ekspresówki, ale nad miastem Połąga jest to właściwie jedyna droga na północ. Konsternacja kategorią drogi, którą się właśnie poruszamy, ze względu na odznaczone opcje autostrad w nawigacji spycha nas na stację benzynową, by bliżej określić gdzie jesteśmy, dokąd zmierzamy. Szybka narada, wszystko gra - innej drogi nie ma, a to właściwie zwyczajnie główna magistrala.

łotwa motocyklem

Jeżeli już jesteśmy na kategorii dróg - nie ma się co nimi sugerować - odpowiednik naszych wojewódzkich również może być przez wiele km szutrowy. Im niższa kategoria, tym większa na to szansa. Ciekawe rozwiązanie to również mocno wyniesione przejścia dla pieszych i wyspy na wjeździe do miejscowości - przez wytartą farbę i grę cieni nie zawsze widoczne, ale bardzo często obecne na Litwie. Zapomnisz się i wpadniesz na to z pełnym szwungiem to wyjebie Cię w kosmos. 

Dość szybko transportujemy się na terytorium Łotwy gdzie jako ludzie drogi mamy o tej porze dnia jedną potrzebę : burczenie w brzuszku wyostrza zmysły w polowaniu na przydrożne restauracje. I wiecie jak to jest - jedziesz głodny od jakiegoś czasu, 30, 50km - nic. Nagle coś jest, przedupiłeś, nie chce Ci się wracać bo zaraz pewnie będzie kolejny. Tego po 60km już nie olewasz - zawracasz. W restauracji rozkładamy się na zewnątrz. Zakurzeni wraz z motocyklami pełnymi bagażu przyciągamy spojrzenia pozostałych klientów. Cóż, mamy swoją chwilę chwały. Nie wiem tylko czy patrzą z ciekawością, czy z politowaniem.

Łotwa irbes

Kolejną potrzebą gdy masz pełny brzuszek w trasie to uzupełnić zapasy w lokalnym sklepie i zacząć się rozglądać nad miejscem do biwaku. Tu pod sklepem wesoły pan żulik po rosyjsku chwali nasze motocykle, klepie po baku, oświadcza, że on też miał motor - czechosłowacką Jawę! Życzy nam szczęśliwej podróży i odwołują go towarzysze do ławki. Dojadamy lody i spadamy. Po drodze zajrzeliśmy na plażę - gdzie doznaliśmy szoku - P U S T O jak okiem sięgnąć. I czysto. No bajka. Szukamy miejsca, które wypatrzyliśmy na satelitach google. Znajdujemy, ale niestety biwak w tym miejscu i ognisko może skończyć się mandatem w wysokości kilkuset Euro. Z ciekawostek obok jest opuszczona baza wojskowa jakich tu na każdym kroku pełno. Zawiedzeni próbujemy jeszcze kilku miejsc, niestety wszędzie podobnie. Cóż, obieramy kurs na półwysep Kolka, po drodze spróbujemy dotrzeć na odkryty przez Ankę camping.

Bałtyk

W miejscu, gdzie nawigacja wpuszcza nas w las, piaszczystą drogą, w której piasku nawet tenere ledwo brnie (a Karolek na bladym przecież) kluczymy po lesie coraz bardziej wątpiąc. Decydujemy, że jako pod dupą mam bardziej terenowy motor, jadę robić zwiad. Jadę trochę na wyczucie, trochę na azymut, po kilku minutach - jest! Ciężko uwierzyć w piękno miejsca. Wracam na pełnej bombie po Anie i Karolka i prowadzę do odkrytego raju. Na miejscu się okazuje, ze to DARMOWE pole w cudownym zakątku z piękną plażą, miejscem na ognisko, ławą i latryną gdzie walisz na narciarza na bezdechu. I z huśtawką. Czego chcieć więcej? Gdy przestaliśmy skakać z radości, czym prędzej rozbijamy namioty. Kilka minut później już pokonuję wpław rzekę Irbes (która kawałek dalej ma ujście do morza), przebiegam kawałek plaży i pakuje się do zimnego Bałtyku. Reszta ze względu na temperatury patrzy z pierwszego brzegu...

Trochę czasu zajmuje nam zdobycie drewna na ognisko bo wymiecione do czysta, ale po dłuższej chwili już siedzimy z piwkiem i kiełbaskami przy ognisku. Raj. 

ognisko

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Powered by JS Network Solutions