Litwa, Łotwa, Estonia - Szlakiem pustych plaż - Dzień czwarty

20. 01. 07
posted by: Sebastian
Odsłony: 2824

Spis treści

Dzień czwarty

Kolejny dzień powitany w tym wspaniałym miejscu zapowiada się równie dobrze co poprzedni, zdaje się, że udało się załapać tryb wyjazdowego życia. Niespiesznie raczymy się poranną kawą w towarzystwie pięknej plaży, planujemy dalszy przebieg drogi. Po zwinięciu obozu upewniamy się, czy miejsce zostało w takim stanie jakim je zastaliśmy. Zostało. Nawet w lepszym bo nieliczne śmieci po poprzednikach trafiły do kosza. Bardzo dbamy o czystość miejsc, w których przebywamy ( chociaż tutaj dla nas jest i tak szokująco czysto). Ruszamy, po wygrzebaniu się z piaszczystych dróg obieramy kierunek na przylądek Kolka - najdalej wysuniętej na północ fragment Półwyspu Kurlandzkiego. Jest to rzut beretem z naszego obozowiska, przed południem odstawiamy motocykle na płatnym parkingu i idziemy zobaczyć to cudo. W tym miejscu, pewnie myślicie, że całą drogę na plaże syf i budy z badziewiem jak u nas nad morzem. Zonk. Jedynym miejscem gdzie można kupić (dość drogie) pamiątki jest kiosk, w którym też się płaci za parking. Jeden schludny sklepik z kasą, toalety, czysty parking i tablice informacyjne. Wszystko. Nic więcej nie potrzeba - wyobrażacie sobie coś takiego u nas? 

biwak motocyklowy

Po chwili w ciężkich motocyklowych kombinezonach chodzimy po plaży. Piękny widok na kilka stron, niewiele ludzi, brak śmieci, spokój. Podoba nam się tutaj. Nie ma tu nic mega spektakularnego. Chociaż nie - czysta, nie zadeptana przyroda wokół nas to już jest coś spektakularnego... Wracamy do motocykli, przy wyjeździe parkingowy serdecznie macha i nie sprawdza nawet, czy zapłaciliśmy. Dobrze - zawsze mnie wkurza wieczne ściąganie i zakładanie rękawic. Kierujemy się na Rygę. Trasa całkiem przyjemnie biegnie czasami zbliżając się do morza, przed 16 zatrzymujemy się na obiad. Debatujemy gdzie dziś będziemy szukać noclegu. Z braku specjalnej alternatywy i bliskości Estonii i ich świetnie zorganizowanych biwaków RMK postanawiamy dotrzeć do pierwszego najbliższego granicy z Łotwą.  

przylądek Kolka Łotwa

Przejazd przez centrum Rygi w godzinach szczytu testuje moją cierpliwość. O ile przejazd przez centrum idzie płynniej niż przez te nasze wypizdowia zwane miastami, gdzie więcej stoisz jak jedziesz, tak martwi mnie zachowanie XTZ. Zakupiona niewiele przed wyjazdem 30 letnia maszyna ma już mocno wyeksploatowane gaźniki, które na niskich obrotach przylewają jeden gar i moto strasznie szarpie gdy się mocno rozgrzeje. I pali 9l w trasie. Na szczęście relatywnie szybko wystrzeliwujemy za miasto. Jeszcze w Rydze towarzysze podróży informują mnie, że pierwsza tanksztela to pauza na siku. Pochłonięty jazdą przejechałem jeszcze z 80 km do czasu, kiedy Karolek poirytowany wystrzelił daleko do przodu i zjechał, żeby się odlać. Droga oznaczona A1, którą obecnie jedziemy to główna magistrala prowadząca do Tallina, co za tym idzie ruch jest na niej dość duży. Zdążyliśmy się odzwyczaić od widoku aut na bocznych drogach, po powrocie na tą robi się gęsto. Na polskie warunki mały ruch w porywach do średniego.

Kolka łotwa

Estonia wita nas ładnymi domkami w skandynawskim stylu, pięknymi widokami i zadbanymi wioskami. Im dalej na północ, tym bardziej czuć bliskość Skandynawii. Niebawem osiągamy cel, darmowy kemping RMK Krapi. Jest to dość spore pole dysponujące wieloma miejscami na ognisko bądź grilla. W wielu miejscach niestety albo pełno wielkich mrówek, albo śmierdzą glony na plaży. W końcu udaje nam się znaleźć coś odpowiedniego. Miejsce nie jest aż tak urocze jak wczorajszy nocleg, jest też więcej ludzi, ale ogólnie i tak miło. Jak za darmo i legalnie to nie możemy absolutnie marudzić. Wieczór schodzi na plaży, przy ognisku i obserwacji dziadka Rumcajsa a'la bimbrownika z Podlasia. Po raz kolejny budzi w nas podziw czystość tego miejsca, tym bardziej, że to akurat nie znajduje się na odludziu i jest odwiedzane przez więcej osób. Miło.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Powered by JS Network Solutions