Litwa, Łotwa, Estonia - Szlakiem pustych plaż - Dzień piąty

20. 01. 07
posted by: Sebastian
Odsłony: 5193

Spis treści

Dzień piąty

Kolejny poranek w podróży zaczyna się codzienną rutyną. Ale lubię tą rutynową kawę robioną na kuchence, każdego poranka w innym miejscu. Dzisiaj jednak trochę spokój dnia mącą prognozy pogody. Jesteśmy w Estonii w szczycie sezonu deszczowego. Ze mną jest Ania i Karolek. Zawsze jak jadę z jednym lub drugim, jedziemy w deszczu. Tu widać matematyka póki co górą, dwa minusy dają plus. Mimo wszystko przyspieszamy pakowanie, zwijanie namiotu w deszczu nie jest najprzyjemniejszą rzeczą na świecie. Droga, którą teraz jedziemy malowniczo biegnie wzdłuż wybrzeża, wpada w kolorowe, senne wioski pozwalając cieszyć oko harmonią z jaką połączono tutaj przyrodę z budownictwem.

Łotwa

Dzisiaj nie będziemy jednak trzymać się brzegu, bo jednak przez większość czasu morza nie widać, w dodatku nie ma zbytnio spójnej drogi, która by ładnie prowadziła po konturze lądu. Kierujemy się teraz na północ drogą Nr 17 walcząc z chłodnym, silnym wiatrem. Odległości jakby się wydłużają, stacje paliw również stają się niepokojąco rzadkie. Moja XTZ jak w zegarku po ok 200 km woła o rezerwę. Wtedy zostaje 50 km przy tym spalaniu. Mało na te warunki. Jak na złość jedyną stacje olewamy "bo do 100 km coś pewnie będzie". 

zachód słońca

Kierujemy się teraz w stronę Bałtyku, gdzie znajduje się jeden z kolejnych kempingów RMK. Chcemy za dnia znaleźć dogodne miejsce na nocleg, a później po udanym zwiadzie zjeść gdzieś obiad i zrobić zakupy. Miejsce, które wybraliśmy jest przepiękne i można rzec - wypasione. Wiaty, grille, miejsca na ognisko, przygotowane drewno, toalety z papierem, z jednej strony jezioro, z drugiej morze z piękną, pustą plażą - RMK Lepaaugu. Tak, tutaj dziś zostajemy. Szczęście mącą mi dwie rzeczy : zaczyna padać, a google nie pokazuje żadnej stacji w zasięgu Tenery na tym co zostało w baku. Trzeba się wrócić ze 30 km. Od 20 jechałem na rezerwie... Chce jechać na pałę jak zawsze, Karolek i Ania oponują za przeciwdeszczówkami. No trudno, demokracja wygrała. Jak się okazało, to dobrze bo kawałek dalej złapała nas solidna ulewa. Udaje się jednak do człapać do samoobsługowej stacji paliw i zatankować spragnionego, żółtego kondona.Jedyna myśl jaka nam towarzyszyła - byle nie brakło paliwa w tej ulewie. Wracamy teraz do miasteczka Padise, gdzie widzieliśmy restauracyjkę i sklep. Po zakupach przetaczamy się w strugach deszczu na drugą stronę i jemy smaczny, tani obiad. Morale w górę. Za jedzenie zasadniczo niezależnie gdzie obiad kosztuje na osobę między 6-9 euro. Oczywiście mowa o przydrożnych restauracjach. Teraz możemy wracać do naszego pięknego zakątka, gdzie zamierzamy przenocować.

grill

Na miejscu oprócz nas stoją dwa auta, skuter wodny, quad, dwie przyczepy kempingowe i masa sprzętu wędkarskiego. Nikt tego nie pilnuje. Nikt tego też nie kradnie. Deszcz przeszedł. Właściciele się ulotnili, został jeden gość, który i tak większość czasu spędza na plaży, nasze przybycie nie wzbudziło w nim żadnych obaw ani zainteresowania. Ot, dalej jesteśmy tutaj sami. Kolejny raz zadziwia mnie, jak tak piękne miejsca bronią się przed najazdem turystów. Chyba tylko znikomą gęstością zaludnienia. Wieczór dziś jest dość chłodny, dlatego też chętnie korzystamy z dobrodziejstw płonącego ogniska. Ogień ma w sobie coś magicznego. Szczególnie w podróży, na odludziu, gdzie każdego wieczora Ci towarzyszy. Daje ciepło, sprzyja długim nocnym rozmowom, pozwala upiec pyszne kiełbadronki i kartofelki, tworzy fajną atmosferę. Zdecydowanie kolejny miły wieczór z lokalnym piwkiem w dłoni.

Tylko meszki dokuczają.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Powered by JS Network Solutions