3650 km bałkańskiej włóczęgi

18. 11. 12
posted by: Sebastian
Odsłony: 455

Bałkany miały być w 2014 roku. Całe. Jak wyszło, zostało w relacji z Rumunii. W końcu trzy lata później, tydzień przed wyjazdem moto wyrzygało olej pod cylindrami, koniec planów na 2017. Ostatecznie na miesiąc przed wyjazdem moto poskładane (tjaa, szewc bez ....). Jedziemy. Trasa ambitna, ale bez presji, jest tylko zarys. Chcemy aż nad Ochryd przez wszystkie kraje, ale do Rumuni się nie zapuszczamy, bo będzie słabo z resztą. 

Jedziemy we dwoje, wróć, we troje : Ania, Ja i Katja ( KTM 950 SM). W dwie osoby, na supermoto, z namiotem i kuframi? No tak wyszło.

Dzień pierwszy:

W kierunku węgierskiego słońca

   Mieliśmy ruszać w sobotę z samego rana, żeby za dnia dojechać nad Balaton i na spokojnie znaleźć pole namiotowe. W sumie wyrobiliśmy się ze sprawami dzień wcześniej, więc ruszamy w piątek o 8 rano. W teorii znaczy się. W praktyce o godz. 8 upychamy jeszcze kufry, ruszamy ok 10. Bardzo ambitnie chcemy jechać na mapie i zadupiami, żeby coś zobaczyć. Bez sensu. Z prawej remont, z lewej remont, na wprost dla odmiany też remont. Plus oznakowanie z czapy dokłada nam trochę opóźnienia. Ok 17 zatrzymujemy się na obiad w restauracji na południu Słowacji.  Droga ogólnie jak na razie z dooopy, piątkowy ruch i korki w miastach psują całą frajdę z jazdy. Kufry po bokach szeroko, słońce wysoko, kiśniemy. Już jest jasne, że tym tempem nie dolecimy za dnia nad Balaton. Co gorsza, w KTM'ie krótkie światła walą wyżej niż długie, długie walą po koronach drzew, faken. 

Balaton

Ostatnie kilkadziesiąt kilometrów jedziemy po ciemku ze słabym światłem i pełnym bagażem, świetnie.Kupuje winietę w razie W, navi się buntuje to dalej po mapie, mylę drogę i znowu 20km nie w tą str. W końcu GPS łapie, jedziemy. Jeleń na poboczu w tym słabym świetle tylko dodaje optymizmu. Na szczęście Anka go nie zauważyła.

Balatonfured

Do Balatonfured docieramy ok 21;30. Pierwszy kamping jaki widzimy i się rozbijamy, byle był nad wodą. Trochę jeszcze w nocy po nim błądzimy bo to małe miasteczko a nie pole na miotowe : fryzjer, sklepy, restauracje, kampery, tysiąc kibli i co tam jeszcze chcesz... Rozbijamy domek, spacer na plaże. W końcu można odpocząć.

camping balaton


Powered by JS Network Solutions