Litwa, Łotwa, Estonia - Szlakiem pustych plaż - Dzień dziewiąty

20. 01. 07
posted by: Sebastian
Odsłony: 2826

Spis treści

Dzień dziewiąty

Dzień jak co dzień chciałoby się rzec. Spokojnie zbieramy swoją wioskę i szykujemy się do dalszej, już jakby powrotnej drogi. Niestety dzisiaj pech, który prześladował Karolka przechodzi na mnie. Tylko mniej spektakularnie. Yamaha leniwie odpala, łapie na jeden cylinder. Początkowo się nie przejmuje - to ich znany manewr. Po dłuższej chwili dalej nie rusza drugi. Świeca myślę. Zalana. Miała nie paść, nie brałem zapasu bo były nowe, trasa relatywnie krótka. Kurwa.

Łotwa na motocyklu biwak

Szybki rachunek sumienia - musiałem ją zalać męcząc ja wczoraj po tych polnych i długim hamowaniu silnikiem jadąc w dwie osoby. Na tych rozklekotanych gaźnikach już w mieście miała dość, co dopiero w terenie. Nie mam zapasu, postanawiam jechać i spróbować ja przepalić w trasie. Nic z tego. Kilka km dalej zatrzymuję się i próbujemy co nam zostało. W nadziei podmieniam pompę paliwa - nie, to świeca. Na bank. Błacha rzecz, ale w niedzielę, trochę na zadupiu nie ma szans na zdobycie nowej. Poza tym jak nie brałem świec to i klucza do nich. Co prawda Karol ma w CBR 16'tke. XTZ ma NGK na 18, ja wkręciłem championy na 16. Odkręcić się uda, ale na zdobycie na szybko takiej nie liczę, a innej nie wkręcę bo nie mam czym. Wszystkie warsztaty też zamknięte. Coś mi jednak podpowiada, że sama od siebie nie padła i naprawianie XTZ tutaj w celu kontynuacji wyjazdu wg planu jest ryzykowne. Najkrótszą drogą do domu ponad 1100 km.

Łotwa turystyka

Do Polski jakieś 450 km. Pierwotny plan zakłada doczłapać się do kraju na jednym garze tam spróbować naprawić moto. W dwie osoby, na jednym cylindrze, z bagażami ledwo jedziemy. Rozpędzenie się do 100 km/h nie jest łatwe, tak samo jak utrzymanie tej prędkości. Brak mocy najmniej doskwiera na licznych teraz szutrach. Cała droga dziś to jedna wielka walka o utrzymanie prędkości i znalezienie stacji benzynowej. Spalanie znacznie wzrosło - teraz 20l starcza mi na ok 140 km. Tragedia.  Czuję się jak pilot samolotu, któremu wysiadł jeden silnik a drugi niedomaga. Byle utrzymać prędkość i najkrótszą drogą do celu. Jest dobrze - jeśli można to tak nazwać - do granicy z Polską. Tragicznym można za to nazwać to, że trzy włoskie kampery wyprzedziły nas na autostradzie z palcem w dupie. 

Szutry łotwa

Kultura jazdy i bardzo mały ruch na drogach w Republikach Nadbałtyckich, które zwiedziliśmy pozwalał nawet na wyprzedzanie nielicznych aut.  Przekraczamy granicę z Polską i zaczyna walka o przetrwanie. Wcześniej kalkulujemy za i przeciw odpoczywając na Łotewskim parkingu czy damy rady doczłapać się do rodziny Anki koło Tomaszowa Mazowieckiego. Chyba damy, będzie łatwiej naprawić moto w garażu niż w krzakach. Niestety od samej granicy TIRy siedzące na dupie cały czas dają w kość, do tego po jakimś czasie trafiamy na warszafke wracającą z wakacji. Wyprzedzanie na trzeciego, po przeciwnej stronie wysepki - nie zwracamy po jakimś czasie na to uwagi. Nie jesteśmy święci na drodze, ale tyle przejawów kretynizmu głównie w bawarskich suvach i wiecznie zapierdalających busikach dawno nie widzieliśmy. Zapada noc, ruch trochę się rozpełza. Daje się utrzymywać 90-100km/h, całe szczęście reflektory mojej penery dają radę. Jeszcze jak na złość zeżarli nam wszystkie hod-dogi na stacjach. Nie ma zbyt wiele do pisania, cykl jazdy wyglądał przez 850km tak : jazda, 140 km - tankowanie, jazda 140 km - tankowanie i powtórka. Na miejsce dotarliśmy ok 1:00 w nocy. MA  - SA - KRA.

Idę spać.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Powered by JS Network Solutions